Roma - czyli 'la dolce vita' i 'rzymskie wakacje'. Bardzo topowe, ale i zaściankowe miasto, które trzeba było w końcu zobaczyć, a kiedy do tego koszty pobytu w hotelu to 7 euro za cały pobyt... nie wypada nie skorzystać.
Długi weekend majowy rozpoczął się w kwietniowy piątek. Przejazd przez
Kraków zajął nam tyle samo czasu, co następujący po nim przejazd do
Wrocławia, mimo że jechaliśmy maksymalnie z przepisową prędkością 170
km/h. Koszmar. Masakra.
Cel: Dusseldorf. Skład: Ewa, Jacek, Michał, Maciek, kot Moris i pies Boris albo na odwrót.
Do Dusseldorfu sprawa jest prosta, 8-9 godzin, 1100 km, nieustająca
autostrada. W Zagłębiu Ruhry Niemcy postanowili trochę skomplikować
sprawę i autostrady zbudować w formie rozrzuconego na talerzu spaghetti,
wyłażą z każdego kąta, łączą się z nieobecnymi na poniższej mapie
drogami szybkiego ruchu i 4-pasmowymi drogami wojewódzkimi. Jak żyć?
Jeśli chodzi o jakość życia, to Dusseldorf jest ponoć 5-ty na świecie -
http://en.wikipedia.org/wiki/World%27s_Most_Livable_Cities -
przynajmniej było tak w 2010 roku, a nie wierzę, że od tego czasu się
wiele zmieniło. Atmosfera jest rzeczywiście sielankowa, nad Renem pasą
się owce, na starówce Niemcy celebrują przy kuflu jedno z dziesiątek
lokalnych świąt, wracając potem rowerami na podwójnym gazie do domu, bo w
Niemczech rowerzysta może mieć 1,6 promila alkoholu we krwi. Sielanki
dopełnia fakt, że nawet Niemki w Dusseldorfie są ładne.
Ale szkoda tam utknąć. Dlatego globtroteria.pl zaproponowała 2 ciekawe wycieczki.
Amsterdam - niczym człowieka nie może zaskoczyć. Jest piękny. Są rowery,
są mieszkalne barki, są odsłonięte okna, bo Holendrzy to starzy
ekshibicjoniści. Są kanały. Jest dzielnica Red Lights, a w zasadzie Red
Windows, są kofi szopy, z niewinnymi mufinkami, po których można
porządnie odlecieć i są pomarańczowe baloniki. Jest po prostu sielankowo
przewidywalnie.
No i Luksemburg. Kraj, który żyje tylko od poniedziałku do czwartku, bo w
czwartek wieczorem urzędnicy każdego ze 160 banków po prostu wracają do
swoich krajów. To niesprawiedliwy kraj. 1 miejsce na świecie po
względem PKB na mieszkańca (drugi jest bodajże Katar), a ropa po 1,27
euro, wino na stacji po 2,20 euro, 3% procentowy VAT. To
niesprawiedliwe, to okropne. Kraj pełen zamków, winnic, prawdopodobnie
kiedyś przeniesiemy tam siedzibę główną Globtroteria.pl.
Była jeszcze jedna wycieczka, w poszukiwaniu największych koparek na
świecie, do Grevenbroich, ale koparek w kopalni węgla brunatnego akurat
nie było, prawdopodobnie zostały gdzieś tymczasowo zgarażowane albo ukradli je Polacy.
Pora zapomnieć już o tym wyjeździe. W najbliższy piątek zdobywamy Beneluks. Brazylia, Beneluks - who cares! 110 zdjęć zebranych to stąd to stamtąd prezentujemy poniżej.
W brazylijskiej telewizji pojawił się wczoraj materiał, który wywołał prawdziwą sensację i wpłynie na Brazylię w podobny sposób, jak piłkarskie Mistrzostwa Świata 2014 i Olimpiada w Rio 2016. Szczególnie polecamy: 8'20 - Jacek ucina komara , 9'40 - Wolan & Pirania w śmiertelnym tangu, 13'30 - młody Consultor de Negocios wśród krokodyli ze spokojem opowiada o meandrach światowej gospodarki no i 14'40 - globtroteria.pl została poproszona o wsparcie lokalnego przemysły turystycznego!
Michał i Łukasz prezentują Peru i Boliwię (5.IV.2012)
Written by Jacek Gabryś
Kilka zdjęć. Haju podobnie jak ja nie jest mistrzem fotografii, ale staramy się jak możemy. To wszystko wina sprzętu... ;) Brakuje opisów, ale jak wysilimy wyobraźnię, to wszystko się klaruje!
Parę zdjęć dołożył też Łukasz. Jego historie są zawsze ciekawe, choć często mogą być podkolorowane ;) Ale zdjęcia nie kłamią.
Sebastian był najlepszym przyjacielem Marcina. Globtroterię znał, czytał i z nią rywalizował, zawsze dobrym słowem wspierał! Nam był bliski, bo też wiecznie go nosiło, wiecznie w podróży... Oddaję głos Marcinowi, który jest teraz w San Cristobal de Las Casas w Meksyku...
23 lutego 2012, Sebastian Majewski, młody kapitan żeglugi powietrznej,
doktor nauk medycznych, syn, mąż i ojciec, a moj serdeczny przyjaciel
zginął w katastrofie lotniczej u wybrzeży Florydy.
Sebastian kochał życie i żył jego pełnią, do tego dystans i rozsądek,
które nim kierowały inspirowały ludzi w jego otoczeniu. Sebastian zginął
wykonując swoją pasję, jak to zwykł mawiać, swój drugi zawód. Kochał
lotnictwo, marzył o licencji pilota liniowego, dziś łączymy się z
rodziną, najbliższymi, przyjaciółmi w bólu po stracie Sebastiana.
Pozostanie w pamięci naszej na zawsze - "non omnis moriar".
Wszystkich Was drodzy przyjaciele Globtroterii prosimy o chwilę zadumy i uczczenie pamięci Sebastiana.
Z wyrazami wspolczucia dla Rodziny,
Marcin Mika z cala redakcja Globtroterii